Wszystko jest bez sensu. Moje życie trochę mi przesypuje się między palcami, no ale nieważne. Kompletnie nie mam weny. Albo inaczej: mam cholernie dużo pomysłów, nie potrafię ich ulokować.
*********
Stukanie.
Szuranie.
Stukanie.
Szuranie.
Czyżbym znowu nie zamknęła drzwi?...
Dookoła jest przeraźliwie ciemno i ciemna postać wchodzi do pokoju. Szybko wychodzi, ale w równie szybkim tempie wraca do pomieszczenia. Przybliża się do łóżka i rzuca czymś w leżącą na nim postać.
Nie. Nie rzuca.
Oblewa.
Szklanką zimną wody.
-Co do cholery robisz?!-Annabeth momentalnie podrywa się z łóżka i staje twarzą w twarz z Arturem. Jego twarz aktualnie przypominała dojrzałego, czerwonego pomidora.
-Był u mnie Kasjan. Powiedział mi co zrobiłaś. Ann, ja rozumiem, że masz problemy z matką, że Twoja siostra z wami nie mieszka, że wszystko jest w Twoim prostym życiu trochę za bardzo pogmatwane, ale nie masz prawa wtrącać się do mojego życia. Mojego życia. Rozumiesz?-Artur jakby jeszcze bardziej poczerwieniał na twarzy. Zadziwiające, że jest to w ogóle możliwe.
Annabeth ze stoickim spokojem otarła twarz z wody, po czym na jej palcach zostały resztki makijażu, który i tak był resztą wczorajszego.
-Czy mi się wydaje, czy jest gdzieś około godziny... późno?
-Północ dokładnie.
-Oh. I o północy przychodzisz mi powiedzieć o tym, że Twój chłopak jest żałosnym diabłem, a ja to olałam? Przepraszam, nie sprawdziłam się jako przyjaciółka.- Wyraźnie zirytowana uśmiecha się głupkowata i odwraca się od niego. Podchodzi biurka, bierze z niego paczkę papierosów, wyjmuje jednego i odpala, nie patrząc na Artura chociażby kątem oka.
-Powiedział mi. Że był tutaj. Że mu groziłaś. Że kazałaś mu, zostawić mnie w spokoju. Nawet sobie nie wyobrażasz, jak zdruzgotany był.
A to sukinsyn.
Annabeth marszczy czoło, przez co wygląda bardzo staro. Włosy spływają jej swobodnie na twarz. Dmuchnięcie odkrywa swoje oczy, uwalnia je od włosów, które nagminnie je atakowały. Uśmiecha się kąśliwie, podgryza swoją wargę, żeby po chwili z pełną powagą się odwrócić.
-Starałam się. Chcę dla Ciebie jak najlepiej. Tak po prostu. Chłopaczek źle to odebrał.
-Źle to odebrał? Ciekawe jak Ty byś to odebrała!- Artur zrobił się z czerwonego, dziwnie blado-siny. Podszedł do Ann, dzieliły ich zaledwie centymetry. Był zirytowany. Zły. Rozgoryczony. Rozczarowany.
-Nie chcę Cię więcej widzieć. Jak zareagujesz na to?
Tak.
Annabeth dmuchnęła mu dymem prosto w twarz.
Po czym uśmiechnęła się.
Wiesz co lubię w twoim pisaniu? To, że czuję jakby te postacie istniały naprawdę, żyły, ninawidziły się i dmuchały innym prosto w twarz dymem papierosowym.
OdpowiedzUsuńChociaż nie rozumiem czemu, ale ogromnie lubię Ann i Arthura a nie cierpię Kasjana( tja, powtarzam się).
Życzę Ci weny, bo lubię to opowiadanie jak nie wiem, i chcę wiedzieć co będzie. :)
***
Co do WTWCYSIP (średni skrót raczej, ale nie wiem jak inaczej to pisać) to nie mam satysfakcji z tego fragmentu gdzie B. robi z siebie debilkę i zgadzam się- nie pasuje to do mojego stylu, ale uznałam, ze skoro są bądź co bądź nastolatkami, to muszę ich czasem trochę zluzować. (Chociaż Trice się buntowała w mojej wyobraźni, uwierz.) Myślniki postawione były w pierwotnej wersji, ale naszła mnie myśl, ze to powinno być "zlane", żeby pokazać, że to oklepana formułka jak: "ale-nas-zbaw-ode-złego-amen". (napisane specjalnie dla Ciebie z myślniczkami :*)
Co innego jest dobre?
(Chyba jestem opóźniony w rozwoju, przepraszam za głupie pytania. Za ten komentarz w ogóle)