środa, 9 stycznia 2013

Sen.

1...
2...
3...
Śnieg.
-W środę wigilia, masz zamiar iść do szkoły w najbliższym czasie?
-Nie.
-Może być śmiesznie, nie sądzisz?
-Nie.-Artur popatrzył na Annabeth z niesmakiem wypisującym się na jego ustach i pokręcił delikatnie głową. Widział, że jego przyjaciółka jest rozbita i nie jest chętna do rozmów jakichkolwiek ale i tak starał się ją jakoś zachęcić do mówienia... czegokolwiek.
-Idę do Kasjana na święta. Wieczorem idziemy... do kina. Może wpadniemy do Ciebie po drodze, weźmiemy Cię ze sobą, hm?-W tym momencie Annabeth z pozycji leżącopodłogowej, przeszła do siedzącopodłogowej.
-Wystarczyło powiedzieć: Zapraszam Cię na gejowskie porno w ciemnej sali kinowej.-Wróciła do swojej poprzedniej pozycji, bo uznała ją za zdecydowanie wygodniejszą. Przyglądała się kiedyś śnieżnobiałemu sufitowi i zaczęła powoli liczyć plamy, które jakimś cudem się na nim znalazły.
-To jakiś dupek. Nie zadawaj się z nim.-Tym razem to Anna ingerowała w życie Artura. Robili to sobie nawzajem, chociaż u Annabeth było to rzadkością. Mówiła to jakby od niechcenia. Nie interesowała się jego życiem, bo było tak naprawdę dla niej bez znaczenia. Nie było różnicy, kogo Artur pieprzy. 
-Mam tego dosyć. Obrażasz wszystkich dookoła, a teraz nawet mojego chłopaka? To jest mój chłopak i powinnaś to uszanować.-Artur wstał ze swojego miejsca i w tym samym momencie Anna przybrała pozycję siedzącą. Nie była pewna, o co mu chodzi. Nigdy AŻ tak bardzo nie złościł się o jej głupie uwagi. Ignorował je, zwłaszcza jeśli mogły zaboleć. To system obronny. 
Artur bez słowa wyszedł z pokoju z miną, która mówiła, że jest naprawdę wściekły na Anne.
3...
2...
1...
Lód.
-Anna? Anna? Mogłabyś zejść na dół?- Z dołu od pięciu minut do pokoju An napływał zapłakany i zapity głos jej matki. Nie wytrzymam tego jej skrzeku...
Kiedy zeszła na dół, zobaczyła swoją matkę siedzącą w fotelu i wyglądającą jakby właśnie została wyprana ze świadomości, że ktoś ją może zobaczyć. Zobaczyła także Elizę  swoją ciotkę, chodzącą w te i z powrotem. Pakowała własnie dużą czerwoną walizkę. 
-Z tego co wiem, nie obchodzisz świąt. Tak?
-Tak. Jakie to ma znaczenie El?
-Prosiłam Cię, żebyś tak do mnie nie mówiła. Jestem siostrą Twojej matki, okaż mi trochę szacunku.-Mówiąc to, nie spojrzała nawet na Annabeth. Nie lubiła na nią patrzeć. Eliza widziała w Annie siebie, dlatego tak nienawidziła siostrzenicy.
-Święta spędzimy razem. Odstawię ją do domu po nowym roku. Pasuje?
-Zostawiacie mnie na... Prawie dwa tygodnie?
-Można tak powiedzieć. Z tego co wiem, dostałaś od Wik... od ojca jakieś pieniądze. W szafce nad zlewem leży koperta z pieniędzmi. Że też musiał wziąć Angie akurat na święta...
-Jakie to ma znaczenie? Prędzej czy później by to zrobił...-Kobieta siedząca w fotelu dała znać o swoim istnieniu bulgotaniem, które wypływało z jej ust. 
-Dla mnie nie ma żadnego.-Annabeth popatrzyła z politowaniem na matkę i z nienawiścią na ciotkę. Cała rodzina zawsze mówiła, jaka to ona do niej nie jest podobna z charakteru... Nigdy się z tym nie zgadzała.
3...
2...
1...
Dzwonek do drzwi.
Ile razy w ciągu jednego dnia można mieć gości? Anna z niechęcią powlokła się do drzwi i powoli, niechętnie otworzyła je.
Idealna pora na wizytę.
Prawie północ.
-Co Ty tutaj robisz?...

************************************************************
Co to ma w ogóle być? Nie wiem, nie rozumiem, nie kontaktuję.


1 komentarz:

  1. A mi się podoba :)
    Czy ja dobrze widzę, stosunki miedzy Arturem a Ann uległy zmianie czy jest to chwilowa anomalia?
    No i mam dreszczyki na myśl o tym co może dziać się w domu Annabeth podczas wizyty "tajemniczej" osoby. :D

    OdpowiedzUsuń