Dzwonek do drzwi.
Okropny, świdrujący dźwięk, który wprawiał człowieka w
szewską pasję.
Annabeth mruknęła tylko cos pod nosem i postanowiła się
ubrać. Nałożyła szybko na siebie bieliznę i kolejną już z kolei starą koszulkę.
Znowu dźwięk dzwonka. Znowu szewska pasja.
-No przecież idę! – Zimna podłoga. Zimne stopy. Zimno…
Otwierają się drzwi. Jeszcze zimniej.
-Nie myślałam, że Artur mówił poważnie. Wejdź. Zdejmij buty.
Idź na górę.- Nie czekając ani chwili dłużej na przybysza, Annabeth ruszyła
schodami do swojego pokoju. Usiadła na środku łóżka po turecku i odpaliła
papierosa. Powinna otworzyć okno, żeby tutaj wywietrzyć, ale, po co? Matki nie
było. A na dworze temperatura zbyt niska.
-Jesteś naprawdę gościnna.- Anna nie odpowiedziała na
kąśliwą uwagę przybysza. Bo po co? Po co nadwerężać własne gardło? Może się
jeszcze przydać do czegoś innego. Na przykład do urodzenia dziecka. Chociaż… to
chyba nie w tę stronę.
-Dasz mi papierosa?- Nie zdążyła dokończyć zdania, kiedy
paczka z zapalniczką w środku leciała już w jej kierunku. Wyjęła zgniecionego i
prawie złamanego papierosa, obejrzała go, po czym powoli go odpaliła. Siedziały
tak dłuższą chwilę. Lena na starym i brudnym fotelu, który w niektórych miejscach
miał ślady po papierosach, Anna zaś siedziała nadal na środku swojego łóżka,
patrząc prosto w oczy towarzyszki.
-Palisz zdecydowanie za dużo.- Lena podczas wypowiadania
tych słów uśmiechnęła się delikatnie, jakby specjalnie po to , żeby zdenerwować
Annabeth.
-I co w związku z tym?
-Możesz dostać raka.- W tym momencie się zaśmiała i mocno
zaciągnęła się papierosem.
-Wyczuwam w powietrzu hipokryzje…- An teatralnie pociągnęła
mocno nosem i popatrzyła zgryźliwie na dziewczynę. Ta zaś założyła nogę na nogę
i zerknęła na Annę spod byka.
-Czemu zgrywasz taką twardą?
-Po co tu przyszłaś? Żeby mnie wyprowadzić z równowagi?-
Annabeth powoli wstała z łóżka, a Lena prychnęła cicho. Kosmyk jej długich
blond włosów zakrył jedno z jej zielonych oczu. Brunetka stanęła za fotelem i
objęła go ramionami. W jednej z rąk miała papierosa, którego przytknęła do
dłoni blondynki.
-Jesteś naprawdę irytująca.- An wyszeptała jej te słowa do
ucha i uśmiechnęła się zgryźliwie jakby do siebie słysząc cichy pisk
towarzyszki.
-Idę do kuchni. Kiedy wrócę za pięć minut, to ma Cię tutaj
nie być.- Wychodząc zauważyła jeszcze, że Lenie trzęsła się dłoń przypalona
papierosem.
3…
2…
1…
Zasada #1: Jeśli obca/znana osoba narazi się Annabeth zostaje natychmiast namierzona i podpalona. Kropka.
OdpowiedzUsuńNiby ta Lena taka inteligentna ale jednak, że tak powiem, od dupy strony podchodzi do kumplowania się z An. Chociaż... do niej raczej trudno podejść. I dlatego ją lubię. Teraz to wiem :D