poniedziałek, 3 grudnia 2012

To tylko dym.


Dzwonek do drzwi.
Okropny, świdrujący dźwięk, który wprawiał człowieka w szewską pasję.
Annabeth mruknęła tylko cos pod nosem i postanowiła się ubrać. Nałożyła szybko na siebie bieliznę i kolejną już z kolei starą koszulkę.
Znowu dźwięk dzwonka. Znowu szewska pasja.
-No przecież idę! – Zimna podłoga. Zimne stopy. Zimno… Otwierają się drzwi. Jeszcze zimniej.
-Nie myślałam, że Artur mówił poważnie. Wejdź. Zdejmij buty. Idź na górę.- Nie czekając ani chwili dłużej na przybysza, Annabeth ruszyła schodami do swojego pokoju. Usiadła na środku łóżka po turecku i odpaliła papierosa. Powinna otworzyć okno, żeby tutaj wywietrzyć, ale, po co? Matki nie było. A na dworze temperatura zbyt niska.
-Jesteś naprawdę gościnna.- Anna nie odpowiedziała na kąśliwą uwagę przybysza. Bo po co? Po co nadwerężać własne gardło? Może się jeszcze przydać do czegoś innego. Na przykład do urodzenia dziecka. Chociaż… to chyba nie w tę stronę.
-Dasz mi papierosa?- Nie zdążyła dokończyć zdania, kiedy paczka z zapalniczką w środku leciała już w jej kierunku. Wyjęła zgniecionego i prawie złamanego papierosa, obejrzała go, po czym powoli go odpaliła. Siedziały tak dłuższą chwilę. Lena na starym i brudnym fotelu, który w niektórych miejscach miał ślady po papierosach, Anna zaś siedziała nadal na środku swojego łóżka, patrząc prosto w oczy towarzyszki.
-Palisz zdecydowanie za dużo.- Lena podczas wypowiadania tych słów uśmiechnęła się delikatnie, jakby specjalnie po to , żeby zdenerwować Annabeth.
-I co w związku z tym?
-Możesz dostać raka.- W tym momencie się zaśmiała i mocno zaciągnęła się papierosem.
-Wyczuwam w powietrzu hipokryzje…- An teatralnie pociągnęła mocno nosem i popatrzyła zgryźliwie na dziewczynę. Ta zaś założyła nogę na nogę i zerknęła na Annę spod byka.
-Czemu zgrywasz taką twardą?
-Po co tu przyszłaś? Żeby mnie wyprowadzić z równowagi?- Annabeth powoli wstała z łóżka, a Lena prychnęła cicho. Kosmyk jej długich blond włosów zakrył jedno z jej zielonych oczu. Brunetka stanęła za fotelem i objęła go ramionami. W jednej z rąk miała papierosa, którego przytknęła do dłoni blondynki.
-Jesteś naprawdę irytująca.- An wyszeptała jej te słowa do ucha i uśmiechnęła się zgryźliwie jakby do siebie słysząc cichy pisk towarzyszki.
-Idę do kuchni. Kiedy wrócę za pięć minut, to ma Cię tutaj nie być.- Wychodząc zauważyła jeszcze, że Lenie trzęsła się dłoń przypalona papierosem.
3…
2…
1…

1 komentarz:

  1. Zasada #1: Jeśli obca/znana osoba narazi się Annabeth zostaje natychmiast namierzona i podpalona. Kropka.
    Niby ta Lena taka inteligentna ale jednak, że tak powiem, od dupy strony podchodzi do kumplowania się z An. Chociaż... do niej raczej trudno podejść. I dlatego ją lubię. Teraz to wiem :D

    OdpowiedzUsuń