środa, 5 grudnia 2012

Słodko, gorzkie.


-Ta herbata jest wyjątkowo wyśmienita. Uwielbiam herbatę, w której czuć szczyptę złośliwości.-Annabeth usłyszała dźwięk butów uderzających o schody, a po chwili cisza… Lena prawdopodobnie stanęła i przypatrywała się plecom Anny, ale ta nie zwracała na to najmniejszej uwagi. Po chwili słychać było trzask drzwi i herbata smakowała jeszcze lepiej…
Mokro. Mokro. Mokro.
Pobudka śpiąca królewno. To tylko Twoja ślina, nie martw się. Nie było tutaj nikogo, kto mógłby Cię strawić, skąd wzięłaby się owa wilgoć.
Wibracje. Wibracje. Wibracje.
Nienawiść Anny do tego telefonu była tak ogromna, że miała ochotę rzucić nim o ścianę. Zrobiłaby to, gdyby nie było jej żal tej karty pamięci, którą tak uwielbia i darzy wieloletnią sympatią.
Kartę pamięci. Nawet jej chciało się śmiać, kiedy tak czule się wypowiadała o karcie pamięci. To po prostu chore.
Ah, no tak. Telefon. Kompletnie o nim zapomniała. Sięgnęła ręka po leżącą niej komórkę. Zegarek. Wczesna godzina.
Na ekranie wyświetlił się „niesympatyczny osobnik o skłonnościach homoseksualnych”. Odebrać, czy nie odebrać? O to jest pytanie. Zabrało jej się na filozofowanie. Zaśmiała się sama do siebie i odebrała telefon.
-Mógłbym Ci wynieść pół domu i nawet byś nie zauważyła. Zrobić Ci herbatę?
-Pewnie.- No tak. Kompletnie zapomniała o zamknięciu drzwi po wyjściu Leny. Nie zdziwiłaby się, gdyby ktoś przyszedł, zabił ją, zabrał wszystko, co cenne i wyszedł. Nie miało to zbyt wielkiego znaczenia.
Annabeth powoli wstała z łóżka i obejrzała się w lustrze. Znowu tylko długi stary o jakieś trzy rozmiary za duży sweter. Zimno przeszyło jej skórę i włosy na szyi stanęły jej dęba. Ruszyła szybkim krokiem schodami w dół, aby nie czuć zimna. Rzuciła się do pieca i przekręciła pokrętło, byleby po chwili ciepło miało się rozlać po całym domu. Powoli, bo powoli, ale w końcu…
Usiadła po turecku na niskim stołeczku, który stał tuż obok grzejnika. Artur bez słowa krzątał się po kuchni pichcąc coś, co pachniało pomidorami.
-Czuję to. Nie myśl, że nie czuję. Po prostu powiedz, czego chcesz.
-Jakże Ty mnie dobrze znasz bestio.- Wyłączył ogień pod jednym z garnków i przestawił go na blat. Do miski nałożył minimalną ilość makaronu, po czym polał go sosem. Udekorował zielonymi liśćmi czegoś… czego Annabeth nie potrafiła zidentyfikować.
Za każdym razem, gdy robił jej makaron, oznaczało to, że ma do niej jakąś wielką sprawę, lub coś podobnego.
Nałożył sobie samemu i usiadł przy stole tuż obok niej.
-Mam chłopaka.
-Nie jest narkomanem z drugiego końca świata?
-Nie… Tym razem, nie…- Annabeth uśmiechnęła się na myśl o tym, kiedy rok temu Artur mało co nie chciał popełnić samobójstwa, bo jakiś chłopak mało się nie przekręcił przez narkotyki. Pamiętała dokładnie, kiedy weszła do jego pokoju, a on leżał z wódką w ręce, a dookoła rozsypane były tabletki. Powiedziała tylko „ Jesteś żałosny”  i to chyba ich tak zbliżyło. Oczywiście Artur wyszedł z tego, nikt nie dowiedział się o jego małej próbie, nawet rodzice. Jego dziadek stwierdził, że jego córka jest zbyt głupia, aby słuchać czegoś takiego. I tak by w końcu nie zrozumiała.
Annabeth uśmiechnęła się na myśl tego, że jej prawieżeprzyjaciel, będzie miał kogoś, z kim będzie mógł się dzielić trudnościami. Nie, żeby ją to bardzo interesowało, ale po prostu cieszyła się, że nie będzie musiała z nim siedzieć całe dnie i niańczyć jak to zwykle bywało.
-Znam go? Albo poznam go?
-Nie znasz. Ale poznasz. Idziemy dziś na imprezę, a Ty idziesz z nami. Znaczy… spotkamy się tam z nim. Tak?
-Nie. Nie podoba mi się ten pomysł. Nienawidzę imprez.- W tym momencie wesoła mina zeszła z twarzy Artura. Wstał od stołu i podszedł do leżącej na jednym z foteli swojej kurtki. Wyjął paczkę papierosów i zapałki. Znowu usiadł obok An i odpalił papierosa. Po chwili wyjął go z ust i gwałtownym ruchem zniżył do poziomu jej dłoni. Mimo wszystko zatrzymał się tuż obok , żeby nie zrobić jej krzywdy.
-Mam w nosie, co Ci się podoba. Wypadałoby przeprosić Lenę.
-A co? Przyszła do Ciebie na skargę?- Annabeth potrącając stół wstała i wrzuciła miskę do zlewu. Po chwili wyjęła go i wyrzuciła zawartość do śmietnika. Prawie w ogóle nie ruszyła tego, co w nim była. Nie miała apetytu, nawet na swoją ulubioną potrawę.
-Kochanie, nie musiała. Minąłem się z nią. Trzymała się za rękę. Świeżo przypaloną. Za co jej to zrobiłaś, rzuciła się na Ciebie z nożem, czy jak? Zrozum, że ona tylko szuka jakiejś ugody. Chce się zaprzyjaźnić. Ona nie chce z Tobą wojny. Nie potrafię zrozumieć, dlaczego tak jej nie lubisz. Będę po Ciebie o 20. Ubierz się. Ładnie.- W tym momencie rzucił jej reklamówkę z czymś. Prawdopodobnie czymś, co miałaby założyć. Naiwny.
3…
2…
1…

2 komentarze:

  1. Wybacz, że piszę to tutaj i nie na temat, ale nie mogłam się z tobą inaczej skontaktować. Jeżeli chociaż trochę Ci zależy, to tutaj jest kontynuacja forum: http://www.anything.pun.pl/
    Jeszcze raz, wybacz.

    OdpowiedzUsuń
  2. No Artura nie poznaję, chłopak dobrze na niego wpływa.
    Nie ogarnęłam, że jest nowy odcinek, także nie komentowałam. Podoba mi się, że jest jakaś akcja z Arturem, no po prostu świetny jest.

    "Zrobiłaby to, gdyby nie było jej żal tej karty pamięci, którą tak uwielbia i darzy wieloletnią sympatią.
    Kartę pamięci. Nawet jej chciało się śmiać, kiedy tak czule się wypowiadała o karcie pamięci. To po prostu chore."

    Ja też kocham moją kartę pamięci -.- :D

    P.S. Jeśli czytałaś (może nadal czytasz?) moje opowiadanie to zostaw komentarz, OK?

    OdpowiedzUsuń