2...
1...
Dryń.
Dzwonek do drzwi.
Annabeth nienawidzi tego dźwięku. Jest irytujący prawie tak samo, jak gwizdek przy czajniku.
Artur siedzi naprzeciw niej i zerka pytająco, kiedy ona stara się jakkolwiek zjeść późny obiad.
Angie stoi przed lustrem i ogląda się w swojej białej sukieneczce. Jej mama za to, właśnie pakuje jej ubrania.
Artur wstaje bez słowa od stołu i idzie otworzyć drzwi.
Anna słyszy jakieś ciche głosy w przedpokoju. Dwa męskie głosy. Po chwili do przedpokoju wchodzi Artur, a tuż za nim 38-letni przystojny mężczyzna. Na jego idealnie przyciętych włosach nie widać ani jednego siwego włoska, a na idealnie białej koszuli ani jednego zagięcia. Na jego nieskazitelnie białych zębach nie widać ani jednej krzywizny, żółci, żadnego dentystycznego błędu.
I za to go nienawidziła.
-Witaj Annabeth. Ślicznie wyglądasz! Ale cóż to, wydaje mi się czy schudłaś?- Patrzy jakby z troską w oczach, ale jego córka dobrze wie, że za ty pierwszym zgubnym wrażeniem kryje się czysty fałsz.
-Twój portfel mógłby schudnąć. Nie sądzisz?- Ojciec zerka na nią i zaczyna się cicho śmiać. Nie może śmiać się głośno, bo to nie przystoi.
-Tata!- Mała dziewczynka biegnie w stronę wysokiego mężczyzny, a ten szybko bierze ją na ręce i przytula mocno do siebie. Artur, który usiadł już na przeciwko Anny, robi minę, jakby miał zaraz zwymiotować, a po chwili śmieje się bezgłośnie.
-Leć do mamy. Powiedz, że już jestem.-Angie z rumieńcami na policzkach, uśmiechnięta od ucha do ucha biegnie szybko na piętro.
-Widzę, że nadal się... przyjaźnicie?- Kiedy jeszcze Annabeth utrzymywała jakiekolwiek kontakty z ojcem, to mówiła mu o Arturze. Było to dawno temu. Kiedyś, kiedy wpadł po Angie, dowiedział się, że Artur jest gejem. Oczywiście nie uwierzył w to, bo pomyślał, że to tylko bajeczka, żeby bez przeszkód spotykać się z jego córką. Ale nie obchodziło go to zbytnio. Tak jak jego córki nie obchodziło jego zdanie.
-Witaj Wiktorze. Umawialiśmy się dopiero na...
-Teraz. Jest punkt szesnasta. Angie jest gotowa?-Odpowiedziało mu zakłopotane skinienie głowy. Po chwili matka Annabeth przytulała się już do młodszej córki, która jak najszybciej chciała się wyrwać z uścisków matki i pojechać do ojca. Mała Angie została zapewniona, że będzie odwiedzana co tydzień.
Przynajmniej nie będe miała matki na głowie...
Ojciec Ann podszedł do stołu, przy którym siedziała z Arturem, położył dwa banknoty dwustuzłotowe i skinął tylko głową do Artura.
-Papa Annie!- Mała dziewczynka uśmiechnęła się do starszej siostry. Nie były specjalnie zżyte, ale to nie zmieniło faktu, że bardzo kochała Annabeth.
Kiedy matka dziewcząt stanęła przed zamkniętymi już drzwiami, za którymi dopiero co zniknęła jej młodsza córka, była bliska płaczu.
-Niedługo przyjdzie Eliza, więc pójdźcie na górę.- Artur wstał od stołu i pociągnął za rękę Annabeth. Nie chciał widzieć, jak czterdziestoletnia kobieta płacze. To żenujące.
Gdy siedzieli już w pokoju Annabeth, zapadła krępująca cisza. Cisza, nie do zniesienia.
-Więc... może powiedz mi, co się wcz...
-Nie. Nie chcę nic słyszeć o tamtym wieczorze. Nigdy. Nigdy o nim nie wspominaj.
Śliczna końcówka. Co ja gadam śliczna- zajebista. Widać emocje Anny.
OdpowiedzUsuńTrochę szkoda mi jej matki, w końcu oddała swojego dzieciaka, ale z drugiej strony... Ojciec wkurza mnie swoją idealnością.
Czekam na dalsze odcinki!