środa, 12 grudnia 2012

Krzyk.


-No nie powiem. Wyglądasz całkiem nieźle.- Annabeth przejrzała się w lustrze. Widziała tam umyte rozpuszczone włosy i długą koszulkę, we wzory. Z tyłu można było zobaczyć jej prześwitujące plecy. Krótkie spodenki i zakolanówki, a do tego glano-podobne buty. Górna część ubrania była prezentem od Artura. Chcąc, czy nie chcąc, musiała to ubrać, bo była świadoma tego, że złościł się na nią za to, co zrobiła Lenie.
-Chodźmy już, bo będę rzygać.
-Już dwadzieścia po. Powinniśmy już wyjść.- Nałożył na nią płaszcz i pociągnął do drzwi. Zamknęli szybko drzwi, po czym uderzyło ich mroźne powietrze.
Większość drogi szli w ciszy, nie patrząc nawet na siebie. Oboje zaczynali marznąć do szpiku kości, ale żadne nie dawało tego po sobie poznać. Po dwudziestu minutach marszu, zaczęli słyszeć muzykę. Dzielnica była oddalona od centrum, a wokół było dosyć mało domów, więc zapewne nie był to problemem. Weszli do dużego białego domu oświetlonego lampkami i Annabeth od razu wiedziała, że nie powinno jej tam być. W powietrzu unosił się dym i na kilometr dało się wyczuć alkohol. Artur wyczuwał marihuanę, ale jak na razie milczał jak grób. Głośna muzyka i mnóstwo ludzi. To nie było ani dla niego, ani dla niej.
Annabeth zdjęła płaszcz i rzuciła go gdzieś w przedpokoju. Idzie dalej nie patrząc już na Artura. Przeklina go w duchu za to, że musiała tutaj przyjść. Nic takiego nie zrobiła, a spotkała ją tak surowa kara…
-Chodź. Widzę Kasjana.
-Kategoryczny zakaz miziania się w moim towarzystwie. Nie obchodzi mnie, co będziecie sobie potem wpychać w odbyty. Jasne?
-Oczywiście księżniczko.-Uśmiechnął się ironicznie, a potem spojrzał gdzieś nad głowę Anny i ironiczny uśmiech zamienił się w czuły uśmiech. Nie odwracaj się.
Owy Kasjan, podszedł do nich i nachylił się, żeby pocałować Artura. Chłopak zrobił dziwny unik, bo wiedział, jak An zareagowałaby na to. Wyższy z chłopców odwrócił się i zmierzył Annabeth z góry, do dołu.
-Więc to jest… Ona. Tak?
-Tak. To jest Annabeth. Moja przyjaciółka.-Kasjan chyba chciał wyjąć rękę w jej stronę, ale ten ruch skończy się tylko na delikatnym podniesieniu jej i szybko zdołał zdanie.
-A więc. Wysoki. Czarne krótkie włosy, delikatny zarost. Zwykły t-shirt, zwykłe spodnie, zwykłe buty. Masz delikatnie zakrzywiony nos, lubisz się bić? To dobrze, bo lubie przemoc. Nosisz krótki rękaw, więc nie dajesz sobie w żyłę. Stóp Ci oglądać nie będę. Ogólnie przeciętny, zawsze uważałam, że Artur nie ma gustu. Czy mogę już iść?- Dziewczyna zrobiła minę, jak małe dziecko, które nie może się czegoś doczekać. Stwierdziła, że odbębniła swoje i może zająć się… czymkolwiek.
-Idź. I pamiętaj, żeby przeprosić Lenę.- Odpowiedziała tylko ciche ironiczne „Oczywiście…” i pośpiesznym krokiem odeszła. Słyszała jeszcze, jak Kasjan mówił, jaka to Ona nie jest miluśka. Nie był przystojny. Był przeciętny. Szczerze mówiąc, nie wydawał się nawet ciekawy. Ale prawdopodobnie musiał mieć coś dużego w spodniach, skoro Artur chciał z nim być.
Szła w stronę kuchni, w celu wypicia czegokolwiek i poczekania na Lenę. Nie miała zamiaru jej szukać.
Nie musiała długo czekać. Lena stała obok stołu w kuchni popijając z typowego, papierowego, czerwonego kubeczka piwo. Nie zauważyła Annabeth, więc miała jeszcze moment. Nalała sobie piwo i podeszła powoli do dziewczyny, którą rzekomo miała przeprosić.
-Nie jest mi przykro. Wręcz przeciwnie. Prosiłam, żebyś się odwaliła. Prosiłam. Odbębniłam swoje, czyż nie? „Przeprosiłam”. -To ostatnie, wypowiedziała prawie się śmiejąc. Lena patrzyła gniewnie na dziewczynę stojącą naprzeciwko niej. Jej ręka była tłusta, bo była posmarowana jakąś mazią na oparzenia. Skutki ich ostatniego spotkania zostaną na trochę widoczne…
Lena nie odpowiedziała. Annabeth nic nie dopowiedziała. Cisza.
3…
2…
1…

1 komentarz:

  1. Z jakiegoś powodu wyobraziłam sobie, że Lena podchodzi do Ann i z całej siły wymierza jej cios w twarz.
    Co do Artura to mam nadzieję, że znajdzie sobie kogoś bardziej wrednego niż ten Kasjan. Chyba, że dopiero potem okaże pazury... Tak czy inaczej- czekam na następny odcinek. Życzę weny!

    OdpowiedzUsuń