-No nie powiem. Wyglądasz całkiem nieźle.- Annabeth przejrzała
się w lustrze. Widziała tam umyte rozpuszczone włosy i długą koszulkę, we
wzory. Z tyłu można było zobaczyć jej prześwitujące plecy. Krótkie spodenki i
zakolanówki, a do tego glano-podobne buty. Górna część ubrania była prezentem
od Artura. Chcąc, czy nie chcąc, musiała to ubrać, bo była świadoma tego, że
złościł się na nią za to, co zrobiła Lenie.
-Chodźmy już, bo będę rzygać.
-Już dwadzieścia po. Powinniśmy już wyjść.- Nałożył na nią
płaszcz i pociągnął do drzwi. Zamknęli szybko drzwi, po czym uderzyło ich
mroźne powietrze.
Większość drogi szli w ciszy, nie patrząc nawet na siebie.
Oboje zaczynali marznąć do szpiku kości, ale żadne nie dawało tego po sobie
poznać. Po dwudziestu minutach marszu, zaczęli słyszeć muzykę. Dzielnica była
oddalona od centrum, a wokół było dosyć mało domów, więc zapewne nie był to
problemem. Weszli do dużego białego domu oświetlonego lampkami i Annabeth od
razu wiedziała, że nie powinno jej tam być. W powietrzu unosił się dym i na
kilometr dało się wyczuć alkohol. Artur wyczuwał marihuanę, ale jak na razie
milczał jak grób. Głośna muzyka i mnóstwo ludzi. To nie było ani dla niego, ani
dla niej.
Annabeth zdjęła płaszcz i rzuciła go gdzieś w przedpokoju.
Idzie dalej nie patrząc już na Artura. Przeklina go w duchu za to, że musiała
tutaj przyjść. Nic takiego nie zrobiła, a spotkała ją tak surowa kara…
-Chodź. Widzę Kasjana.
-Kategoryczny zakaz miziania się w moim towarzystwie. Nie
obchodzi mnie, co będziecie sobie potem wpychać w odbyty. Jasne?
-Oczywiście księżniczko.-Uśmiechnął się ironicznie, a potem
spojrzał gdzieś nad głowę Anny i ironiczny uśmiech zamienił się w czuły
uśmiech. Nie odwracaj się.
Owy Kasjan, podszedł do nich i nachylił się, żeby pocałować Artura.
Chłopak zrobił dziwny unik, bo wiedział, jak An zareagowałaby na to. Wyższy z
chłopców odwrócił się i zmierzył Annabeth z góry, do dołu.
-Więc to jest… Ona. Tak?
-Tak. To jest Annabeth. Moja przyjaciółka.-Kasjan chyba
chciał wyjąć rękę w jej stronę, ale ten ruch skończy się tylko na delikatnym
podniesieniu jej i szybko zdołał zdanie.
-A więc. Wysoki. Czarne krótkie włosy, delikatny zarost.
Zwykły t-shirt, zwykłe spodnie, zwykłe buty. Masz delikatnie zakrzywiony nos,
lubisz się bić? To dobrze, bo lubie przemoc. Nosisz krótki rękaw, więc nie
dajesz sobie w żyłę. Stóp Ci oglądać nie będę. Ogólnie przeciętny, zawsze
uważałam, że Artur nie ma gustu. Czy mogę już iść?- Dziewczyna zrobiła minę,
jak małe dziecko, które nie może się czegoś doczekać. Stwierdziła, że odbębniła
swoje i może zająć się… czymkolwiek.
-Idź. I pamiętaj, żeby przeprosić Lenę.- Odpowiedziała tylko
ciche ironiczne „Oczywiście…” i pośpiesznym krokiem odeszła. Słyszała jeszcze,
jak Kasjan mówił, jaka to Ona nie jest miluśka. Nie był przystojny. Był
przeciętny. Szczerze mówiąc, nie wydawał się nawet ciekawy. Ale prawdopodobnie
musiał mieć coś dużego w spodniach, skoro Artur chciał z nim być.
Szła w stronę kuchni, w celu wypicia czegokolwiek i
poczekania na Lenę. Nie miała zamiaru jej szukać.
Nie musiała długo czekać. Lena stała obok stołu w kuchni
popijając z typowego, papierowego, czerwonego kubeczka piwo. Nie zauważyła
Annabeth, więc miała jeszcze moment. Nalała sobie piwo i podeszła powoli do
dziewczyny, którą rzekomo miała przeprosić.
-Nie jest mi przykro. Wręcz przeciwnie. Prosiłam, żebyś się
odwaliła. Prosiłam. Odbębniłam swoje, czyż nie? „Przeprosiłam”. -To ostatnie,
wypowiedziała prawie się śmiejąc. Lena patrzyła gniewnie na dziewczynę stojącą naprzeciwko
niej. Jej ręka była tłusta, bo była posmarowana jakąś mazią na oparzenia.
Skutki ich ostatniego spotkania zostaną na trochę widoczne…
Lena nie odpowiedziała. Annabeth nic nie dopowiedziała.
Cisza.
3…
2…
1…
Z jakiegoś powodu wyobraziłam sobie, że Lena podchodzi do Ann i z całej siły wymierza jej cios w twarz.
OdpowiedzUsuńCo do Artura to mam nadzieję, że znajdzie sobie kogoś bardziej wrednego niż ten Kasjan. Chyba, że dopiero potem okaże pazury... Tak czy inaczej- czekam na następny odcinek. Życzę weny!