Anna, odrobiłaś lekcje?
-Oczywiście, że nie.
-Tak, to dobrze.- Matka nie słuchała jej. Jak z resztą
zwykle. Była bardziej zajęta swoją młodszą córką, niż ta starszą. Bo jakie ona
miała znaczenie? Praktycznie żadne i obie niestety o tym wiedziały.
Annabeth ruszyła schodami do swojego pokoju. Po wejściu do
niego, momentalnie zamknęła drzwi na klucz i rzuciła się na łóżko. Nie. Musi
się przebrać.
Staje naprzeciw wielkiego lustra, które odbija jej mimo
wszystko piękne odbicie. Mokre umyte włosy moczą jej koszulkę i sprawiają, że marznie Zdejmuje z siebie wszystkie ubrania. Łącznie z bielizną. Przez chwilę
ogląda swoje idealne ciało w lustrze, po czym wsuwa się pod ciepłą kołderkę.
Patrzy na śmieszny budzik, stojący na półce.
3…
2…
1…
***
Zimno, mroźno, źle.
Dlaczego jest zimno, skoro leży w łóżku?...
-Ty chory durniu, zamknij to!- Anna właśnie miała się
poderwać z łózka i zamknąć otwarte przez „przyjaciela” okno, aczkolwiek zdała
sobie sprawę, że jest naga.
Artur zaśmiał się pod nosem i zgasił papierosa o parapet, po
czym zamknął okno, przez które wpadało do pomieszczenia bardzo zimne powietrze.
Annabeth jeszcze dłuższą chwilę siedziała w łóżku, dopóki nie nagrzało się
wystarczająco w pokoju.
Potem bez zbędnego skrępowania wstała, wyjęła z szafy bieliźnie
i nałożyła ją na siebie. Artur prawie w ogóle nie zwrócił na nią uwagi,
ponieważ jej ciało nie było dla niego niczym nowym, a także niczym nadzwyczajnym.
-Kiedy na mnie nie patrzysz, czuje się po prostu
nieatrakcyjna.
-Brak Ci czegoś pomiędzy nogami, więc dla mnie jesteś
nieatrakcyjna. Tak czy siak, co w Tobie może być ładnego?- w tym momencie Artur
wstał i podszedł do niej, stojącej w samej bieliźnie, na środku pokoju- Masz
twarz dziecka. Masz piękne duże oczy. Urocze pełne i czerwone usta. Jesteś za
to blada. To przez brak witamin i tego całego gówna, które jest w jedzeniu,
którego nie jesz. A widać to na Twoim obrzydliwie chudym ciele. Powinnaś więcej
jeść.- Popatrzył na nią z pogardą, mierząc ja od góry do dołu i usiadł na swoim
wcześniejszym miejscu. Cichy dźwięk jakiejś rockowej piosenki dochodzi z jego
kurtki. Wyjmuje biały nie pasujący do niego telefon i nieśpiesznie odbiera. Przez dłuższą chwilę
nie mówi nic, tylko pod sam koniec wydusza z siebie coś co miało być
przytaknięciem.
-Matka chce mnie w domu. Przyszedłem Cię tylko obudzić,
żebyś nie zmarnowała całego dnia.- Rzuca jej jeszcze na łóżko paczkę ciastek w
czekoladzie, w nadziei, że je zje. Robi tak za każdym razem, kiedy jest u niej.
Chce, żeby jadła. Chce, żeby utyła. Ona też by chciała, ale nie potrafi. Kiedy
zje za dużo, wymiotuje. Kiedy zje za mało, cieszy się jak małe dziecko z nowej
zabawki, którą rodzice kupili na urodziny.
Bo jej ciało, to prezent.
Słychać coś jakby pukanie w okno. Małe kamyczki. Annabeth
nieśpiesznie podchodzi do okna i powoli je otwiera. Artur przygląda się jej z
dołu, jakby się zastanawiał czy nie rzucić w nią kamyczkiem, który trzyma w
ręce.
-Zapomniałem Ci powiedzieć, że Lena dzisiaj do Ciebie
wpadnie.
-Że co proszę?...
-Powiedziałem jej, że nie masz nic lepszego do roboty. Co to
za różnica? Nie ma dziewczyna co robić, nie zna nikogo. Mogłabyś chociaż raz na
ruski rok być miła, Ty pierdoło.- W tym momencie Artur zdecydował ,co zrobić z
kamieniem i po chwili Anna poczuła okropny ból i pulsowanie w okolicach
policzka.
-Ty jeb...- Nie zdążyła dokończyć, bo po chwili usłyszała
krzyk swojej matki. Jak na złość, wołała właśnie ją.
An niespiesznie narzuciła na siebie długą, starą i pomazaną
koszulkę, po czym zaczęła schodzić na dół. Jej matka własnie siłowała się z
kolczykami przed lustrem.
-Wychodzę. Mam spotkanie. Angie jest u Marty, jutro ją
odbiorę.
-To miała być aluzja do „ wychodzę, będę balować, wrócę jutro,
Ew. pojutrze, postaraj się nic nie zniszczyć?”.
-Tak. To było coś w tym stylu. Co Ci się stało w twarz?
Nieważne.- Rodzicielka uśmiechnęła się trochę jakby na przekór własnym myślom,
szybko wzięła torebkę, w biegu wysłała buziaka córce i pognała ku drzwiom. Po
tym, jak Anna usłyszała głośny trzask, stała jeszcze dłuższą chwilę w kuchni,
niepewna co powinna ze sobą zrobić. Przeszła się do przedpokoju, w którym stało
lustro. Kilka minut, które ciągnęły się w nieskończoność, przeglądała się w nim, patrząc na rankę, która powstała na jej policzku. Powąchała swoją koszulkę i było pewne, że nie była prana od… dawna.
Czas na porządki.
3…
2…
1…