czwartek, 18 października 2012

Zima.


Mróz. Śnieg. Zima.
Za oknem ciemność, którą oświetla jedynie i wyłącznie bielusieńki śnieg. Patrząc na ten widok, wie się już, że na dworze jest około dwudziestu stopni na minusie. Nie ma to znaczenia, kiedy leży się w ciepłym łóżku, pod puszysta kołdrą. Patrząc na zegarek wiesz już, że za niecałe trzydzieści sekund zacznie dzwonić budzik.
3…
2…
1…
                                                           ***
-Nie, zostaw to! Nie wolno!- Czteroletnia Angie właśnie stara się pochłonąć telefon komórkowy swojej mamy, która z worami pod oczami rozpoczyna następny dzień, swojej marnej egzystencji. Ale nikogo nie obchodzi fakt, że musi się opiekować dziwnymi bachorami, które jakimś cudem, są jej.
Jej nastoletnia córka właśnie zwlekła się ze swojego łóżka i zawitała w kuchni, ze swoim zwykłym, prostym i nudnym wyglądem.
Kasztanowe włosy opadające delikatnie na ramiona. Wielki stary czarny sweter, który przypomina worek na śmieci. Zwykłe spodnie, które okrywają jej obrzydliwie chude nogi.
Skarpetki w kolorowe świnki dodają jej uroku. Sprawiają, że nie wygląda jak śmierć, która przyszła aby powysysać życie ze wszystkich ludzi dookoła siebie. Annabeth uśmiecha się perfidnym sztucznym uśmiechem do swojej rodzicielki i siada przy brudnym stole. Przed nią leży talerz z jajecznicą, na której widok, dziewczyna ma ochotę zwymiotować.
Po dziesięciominutowym grzebaniu widelcem w śniadaniu, Anna ponownie sztucznie uśmiecha się do matki i wychodzi jak najprędzej z domu.
                                                           ***
W ciepłej skórze i zwykłych trampkach na nogach, dzielnie maszeruje przez zaśnieżone uliczki. Stopy zaczynają jej powoli marznąć, ale nie ma ochoty o tym myśleć. Bo to przecież nie ma żadnego znaczenia. To tylko stopy. To tylko chłód. Najwyżej zostaną amputowane jej palce. Ale to nie ma znaczenia. Po chwili obok niej maszeruje dziwnie ubrany chłopak.
-Wyglądasz jak gówno.
-Ty też pięknie dziś wyglądasz, Arturze.- Dziewczyna nawet nie kwapi się aby spojrzeć na chłopaka. Patrzy tylko przed siebie, nie zwracając na niego uwagi. Wyjmuje z kieszeni paczkę papierosów i zapalniczką z gołą babą, po czym odpala sobie jednego.
-Gdybyś zaczęła o siebie dbać i… kiedy Ty tak właściwie ostatnio myłaś włosy?
-Przypuśćmy, że około tygodnia temu.-Chłopak w tym momencie zrobił minę, która miała ukazywać jawne obrzydzenie jej osobą. Ale nie bardzo ją interesowało, co o niej myślał.
-Gdybyś się umyła i przestała chodzić w workach po ziemniakach, to chętnie bym Cię przeleciał.
-Jesteś gejem, Arturze.
-Wiem, Anno. 

1 komentarz:

  1. Trochę dziwne... Podoba mi się! :) Mam nadzieję, że napiszesz szybko kolejną część.

    OdpowiedzUsuń