sobota, 15 września 2012

~


Dziewczynka. Najpierw się uroczo do mnie uśmiecha. Stoi na polanie, dookoła niej mnóstwo kwiatów. Ma piękne długie czarne włosy. Biała sukienka, sięga aż jej kostek. Jest bosa. Nie potrzebuje butów, bo trawa jest miła dla jej stóp. W jednej chwili, cała scenografia znika. Nie ma już słońca i kwiatów. Jest ciemno. Długo mi zajmuje, aby przyzwyczaić się do ciemności. Okazuje się, że wcale nie muszę, bo im dłużej tam stoję, tym jaśniej się robi. Ta sama dziewczynka. Siedzi w wannie. Dookoła jest dziwnie, nieprzyjemnie… Unosi głowę i zerka na mnie. Jej oczy, są całe białe. Caluteńkie. Jej włosy są brudne, pozlepiane. Opadają jej na twarz, utrudniając widzenie. Jak się okazuje, leży w wannie pełnej krwi.
Chce stamtąd uciec. Chce krzyczeć. Nie mogę ruszyć się z miejsca. Nie mogę wydobyć z siebie dźwięku. Nie mogę zrobić nic. Mogę tylko stać i patrzeć, jak podnosi się powoli. Jej sukienka, nie jest już cała biała. Do połowy jest krwistoczerwona. Dosłownie…
Wychodzi powoli z wanny. Nadal nie mogę się ruszyć, a tak bardzo chciałabym stamtąd uciec. Albo chociaż przyśpieszyć ten cały proces. Podchodzi, z rękoma wyciągniętymi w moją strone. Jest już bardzo blisko. Czuje jej oddech, który jest obrzydliwy. Brzydzę się jej, ale nie mogę się odsunąć. Podnosi zakrwawioną dłoń i dotyka mojego policzka…
Bum. Mój pokój. Moje łóżko. Moja ciemność. Wszystko takie samo, jak przed pójściem do łóżka. Ja, zlana potem. Powtarzam sobie w myślach, że to był tylko następny koszmar. Nawet nie zauważam, kiedy zaczynam szeptać to na głos. Zaczynam powoli myśleć normalnie. Przestaje się cała trząść. Powoli wstaje z mojego łóżka, które mnie wręcz wyrzuca. Dobrze wiem, że tej nocy już nie zasnę. Po ciemku, na opak, szukam spodni. Naciągam je na chude nogi, w nadziei, że ochronią mnie przed letnim chłodem. Podnoszę z podłogi pierwszą koszulkę, która się nawinie. Prawdopodobnie jest przepocona i brudna. Nie obchodzi mnie to. Przecież jest ciemno. Znajduje na podłodze jakieś buty, które szybko wsuwam na nogi. Podłoga jest odpychająco chłodna, więc przyda się. Wychodzę z pokoju.
Idąc wąskim korytarzykiem, mijam lustro, które wisi tam na moje polecenie. Przechodząc obok, mam wrażenie, że zamiast mnie, jest tam ta dziewczynka. Wyrzucam z głowy tę myśl i idę dalej. Naciskam klamkę, zapalam światło. Wchodzę do sterylnej łazienki. Podchodzę do lustra. Długie kasztanowe włosy opadają mi bezwładnie na ramiona. Odstają w każdych możliwych kierunkach. Nie mam zamiaru niczego z tym robić. Tak jest dobrze. Opieram ręce o zimny zlew. Wszystko w tym domu jest zimne. Zerkam na swoje ręce. Pokaleczone, aż po same ramiona. Im wyżej, tym świeższe rany, które nie zdążyły się jeszcze zagoić. Odwracam wzrok. Wychodzę. Powoli schodzę po schodach, zatrzymując się, co dwa stopnie. Sprawdzam, czy nie wydaję zbytecznych dźwięków i czy jestem cicho. Wszystko w porządku. Staję przed drzwiami. Z szafki biorę kluczę, którymi otwieram wejściowe drzwi. Wychodzę. Zamykam. Odchodzę.
Ulica jest cicha. Aż za cicha. Można by pokusić się o stwierdzenie, że coś jest nie tak. Jest też ciemna. Aż za ciemna. Można by pokusić się o stwierdzenie, że coś jest nie tak.
A może to moja obecność tak działa na latarnie? Nie zważając na ciemność, idę środkiem ulicy, która i tak jest pusta. Gdy przechodzę obok jakiejś latarni, zapala się ona na moment, a potem szybko gaśnie. Jak gdyby świeciła tylko i wyłącznie dla mnie. Unoszę delikatnie kącik ust, ale nie przynoszę do tego wagi. Zimny wiatr, owiewa moje gołe ramiona a nogi okryte długimi spodniami i tak nie chronią przed chłodem.
Jest.
Duży, biały dom. Piękna, drewniana furtka, otwiera się, gdy tylko ją delikatnie popycham. Idę uroczą ścieżką, podziwiając piękne kwiaty, rosnące po bokach. Staję na tarasie. Patrzę na drzwi. Rozglądam się dookoła. Obok stoi do niczego nie pasująca paprotka, która psuje efekt wszystkiego. Schylam się do niej i spod jej liści wyławiam pojedynczy kluczyk. Kącik moich ust, znowu wędruje do góry. Prawie niewidoczny i niepewny, dla mnie samej. Otwieram po cichu drzwi. Wchodzę do środka i zsuwam swoje buty. Idę po białych, drewnianych schodach, na najwyższe piętro. Na poddasze.
Tuz przede mną, duże drzwi. Czarne, odrapane. Nie pasujące do tego idealnego domu. Naciskam na klamkę. Wchodzę do środka. Duże łóżko, stoi tuż przed ogromnym oknem, które ciągnie się na całą ścianę, od podłogi, aż po sam sufit. Tuz obok łoża, stoi pufa. Wygodna, skórzana pufa, na której siadam. Wpatruje się w plecy leżącej w łóżku osoby. Już po chwili, słychać delikatne poruszenie.
-Nienawidzę, kiedy to robisz.- Znowu delikatnie się uśmiecham. Ten głos, jest ukojeniem. Po każdym nocnym koszmarze, choćby mała jego dawka, jest lekarstwem.
-Znowu miałaś koszmary?- Kiwam potakująco głową. Podnosi się z łóżka. W samej bieliźnie, owiana światłem księżyca, wygląda zniewalająco.
Znowu obcięła włosy. Cała ona. Gdy nie podoba jej się jakikolwiek kosmyk, po prostu go obcina. Nie certoli się, w układanie ich. Dlatego jest piękna.
-Kładź się.- Uśmiecham się delikatnie. Zsuwam powoli spodnie z moim nóg i idę w stronę łóżka. Wsuwam się pod ciepłą kołdrę, czując jej piękny zapach. Ona zaś, staje przy otwartym oknie i odpala papierosa.
Jeszcze dłuższą chwilę, czuję dym, w moich nozdrzach. Potem wszystko się zatrzymuje. Wsuwa się, tuż obok mnie. Przywiera do mnie, swoim ciepłym, idealnym ciałem.
-Co Ci się śniło?
-To, co zwykle.- Wiem, że w tym momencie uśmiechnęła się szyderczo, mimo że jej nie widzę.
Po chwili czuję, jak jej włosy opadają na moje ciało. Nachyla się i czuję jej oddech na mojej szyi.
-Pozabijam wszystkie potwory, które będą chciały Cię tknąć. Te z szafy. Te z pod łóżka też. A tym bardziej, te z Twoich snów. Rozumiesz?- To pytanie, ma zostać bez odpowiedzi. Dobrze wiem o tym. U nas nie potrzeba słów. Wystarczą myśli, którymi się porozumiewamy.
Odwracam się i patrzę w jej piękne, ciemne oczy, które świecą gniewnym blaskiem. Podnosi rękę i przejeżdża opuszkami po moim ramieniu. Przechodzi mnie delikatny dreszcz, ale szybko mi przechodzi. Unoszę kącik ust i przybliżam się do niej.
-Kiedy mnie dotykasz, czuję jak wszystkie moje zmysły, przestają działać. Kiedy moje ruchy, przestają być kontrolowane. Kiedy moje myśli, uciekają. Wystarczy, że mnie dotykasz. To wystarczy…

2 komentarze:

  1. Hmm, chyba nie do końca zrozumiałam przekaz. Ta dziewczyna mieszkająca w idealnym domu jest prawdziwa, jest jej ukochaną osobą, czy tylko wyobrażeniem nocnym ukochanej osoby? Ale ogólnie podoba mi się to jak piszesz. Obserwuję :>

    OdpowiedzUsuń
  2. Cieszę się, że ci się podoba.
    Nie potrafię Ci odpowiedzieć na to pytanie, bo po prostu nie znam odpowiedzi.
    Zwykle, piszę to, co czuję, czyli ten tekst jest także prawdopodobnie odzwierciedleniem moich uczuć. Potrzeba posiadania kogoś blisko siebie, kogos, kto odgoni wszystkie koszmary.
    Dziękuję, za przypomnienie mi o tym blogu.

    OdpowiedzUsuń